WIELKA WYMIANA UBRAŃ I AKCESORIÓW - Warszawa

wariacje na temat

wtorek, 01 września 2009

Z "Oszczędnościowego Barometru ING" (badanie z maja 2009) wynika, że połowa Polaków uważa, że oszczędzanie jest passe, zaś aż 67% uważa życie na kredyt za wyjątkowo modne. I co ciekawe pojawia się w badaniach kwestia zakupoholizmu (czterech na pięciu Polaków uważa, że zakupoholizm to taki sam nałóg jak palenie!).

Zatem proponuję fragment pewnego filmu (wyznam coś: może i książka była bestsellerem, ale film jest żenująco słaby).

Podobno w Polsce nie mamy szans na profesjonalne leczenie zakupoholizmu, natomiast możemy znaleźć mnóstwo wyznań zakupoholików oraz psychotestów, z których dowiemy się czy jesteśmy w grupie ryzyka.

Wracam jeszcze na chwilę do "Oszczędnościowego Barometru ING", bo wyniki są dosyć ciekawe. Oszczędzanie to dla jednej trzeciej osób oszczędzających niepotrzebna rezygnacja z przyjemności (uważa tak również ponad połowa nieoszczędzających - 53%). 41% badanych uważa, że lepiej kupić kolejną parę spodni, niż odłożyć pieniądze. Oczywiście Panowie uważają się za bardziej oszczędnych (58%), z czym zgadza się tylko 32% kobiet. A na koniec jeszcze kwestia zakupoholizmu, aż 4 na 5 Polaków uważa, że zakupoholizm to taki sam nałóg jak palenie (78%). Zastanawiam się jak mają się te wyniki do burzy, jaką wywołał mój tekst "Rewolucja w szafach", w którym powołałam się nadania opublikowane przez Pentor, że Polacy rocznie wydają na ubrania średnio 400-500 zł. W sumie jesteśmy oszczędni, jednak zawsze pojawia się jakieś ale...

Zakupoholizm, definicja podana przez J. Sędkiewicza - psychologa klicznicznego, to chęć i potrzeba dokonywania zakupów, podczas której dochodzi do realizowania niezaplanowanych i w rezultacie niepotrzebnych zakupów produktów, dóbr czy usług. Najczęściej zakupom towarzyszą stany zadowolenia, euforii, poczucia spełnienia. Po pewnym czasie kupujący odczuwa jednak smutek, wyrzuty sumienia, złość, rozczarowanie i rozgoryczenie. Jest to uzależnienie podobne do innych zachowań kompulsywnych (np. hazard, seks, Internet, itd.).

Być może zakupoholizm jest kolejną chorobą cywilizacyjną? A może nie potrafimy racjonalnie planować naszych zakupów, bo przecież "znowu nie mam co na siebie włożyć", "w mojej szafie nic nie ma", a za rogiem wyprzedaże, w telewizji reklama nowej kolekcji, a koleżanka w pracy ma rewelacyjną sukienkę za jedyne...

Dla wielu z nas zakupy stały sie sposobem spędzania wolnego czasu, centra handlowe zastąpiły parki, puby itp. miejsca. A napisane lekko i przyjemnie książki o zakupoholiczkach stają się bestsellerami, które natychmiast trzeba przenieść na ekrany kin. Cóż, kiedy nadal panujemy nad częstotliwością naszych zakupów oraz stanem naszego konta, nie mamy się czym martwić. Bo jak podają statystyki obecnie jesteśmy mniej skłonni do szaleństw zakupowych, z powodu słynnego słowa na "K". Z powodu kryzysu mamy gorszy nastrój jako konsumenci, co przełoży się w 2009 roku na nasze wydatki. W porównaniu z rokiem poprzednim wartość sprzedaży odzieży i butów spadnie o ok. 6 proc. i wyniesie 25,5 mld zł. Uwzgledniając również informacje o ogłoszeniu upadłości przez niektóre firmy oraz fali likwidacji sklepów, czas nie sprzyja branży odzieżowej oraz zakupoholikom.

Jednak to nie kryzys jest tematem tego wpisu. Jeżeli kiedykolwiek poczujecie, że zakupy przestały być dla Was przyjemnością, a są koniecznością nad którą nie panujecie - czas na terapię szokową. Np. zamrażanie kart kredytowych lub wizytę u psychologa.

 

poniedziałek, 27 kwietnia 2009

Tak się właśnie zastnawiam nad fenomenem zakupów i ciuchów jako takich. Typowo kobieca domena. Osobiście nie znam za bardzo żadnego przedstawiciela męskiego gatunku, który by w jakikolwiek sposób wyrażał choćby cień zainteresowania tym jakże boskim zjawiskiem. Co takiego w tym wszystkim jest, co sprawia, że każda, no prawie każda z nas to uwielbia??? Hmm, wyszukiwanie nowych rzeczy, zakupy, nieodłączne plotki i dyskusje o życiu,  koniecznie z kawą w tle, doradzanie, dobieranie, przymierzanie czyli nasz kobiecy świat. Plus moje marzenia ściętej głowy o garderobie z prawdziwego zdarzenia. Takiej  z milionem półek, przegródek, wieszaków. Heh, może kiedyś doczekam się takiego cudu:).

Jak dobrze być kobietą. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie, że mogłabym się obejść bez tych wszystkich szmatek, sukienek, torebek, i tych zawalających moją całą dolną półkę par butów...Co prawda zdarza się, że część z nich nudzi mi się szybko, ale przecież nie ma to jak nowa rzecz w szafie. Coś pięknego. A faceci niech siedzą po uszy w tym swoim sporcie i co tam jeszcze sobie chcą. Idę dzisiaj na zakupy. Jeżeli uda mi się coś fajnego upolować, to większy pretekst do szykowania sterty ubrań na Szmatrixa, co by więcej miejsca w szafie było:).

środa, 22 kwietnia 2009

"W szafie każdej gospodyni jest ubranie, które o jej właścicielce mówi ci więcej, niż chciałaby, żebyś wiedział. Może to być koszulka, którą pogardza, lecz nosi ją bez narzekania. Może to bielizna, o której wie, że nie jest jej, lecz odmawia rozmowy o tym. Lub sukienka, którą kiedyś kochała, i której widoku nie może już znieść. Tak... Możesz nauczyć się wiele o kobietach, widząc, co wybierają, by założyć. Możesz nawet nauczyć się więcej, widząc, co wybierają, by zdjąć. I dla kogo... to zdejmują." /"Gotowe na wszystko", odc. 17, sezon 3/.

Blog Szmatrixa nie będzie zawierał treści poświęconych wyłącznie czerwcowemu spotkaniu, o co zadbam osobiście:) Rozpoczęłam wpis od cytatu z "Gotowych na wszystko", bo w kilku zdaniach zdradza więcej niż nie jedna książka dotycząca kobiet, mody, psychologii i nie wiadomo czego jeszcze. Strojem wyrażamy siebie, co oznacza, że w czerwcu każda z nas uzewnętrzni nie tylko swoją szafę... Osobiście nie lubię rozstawać się ze swoimi ubraniami, co pewnie wiele o mnie mówi, tak samo jak to, że ulubioną i niestety znoszoną parę spodni musiała wyrzucić moja mama, ja serca do tego nie miałam.

Powoli przeglądam zawartość moich szaf, by z pełną odpowiedzialnością swoich czynów, móc odłożyć nieużywane już ciuchy. Bardzo powoli...

 

wtorek, 21 kwietnia 2009

Niedawno wróciłam z nart. Miało być słonecznie. Miała być wiosna. Najwidoczniej nie zasłużyłam. Początek kwietnia we włoskich Dolomitach przywitał mnie zimą, zawieją, zawieruchą. Bez komentarza. Siłą rzeczy długa pourlopowa depresja murowana. Jak tu kobieta może pozbyć się takiej depresji?? Według mnie istnieje przynajmniej jedno rozwiązanie. Wymiana garderoby. Nic tak nie poprawia nastroju, jak nowy ciuch w szafie. Bez wydawania pieniędzy na dodatek. Więc do dzieła.

Pomysł zorganizowania wymiany ciuchów czerpiący swoje natchnienie z amerykańskiego zjawiska „swapping party" narodził się w naszych głowach już jakiś czas temu. Oczywiście droga do jego realizacji jest długa i wcale nie taka prosta, jak by się to mogło wydawać postronnym obserwatorom, więc data jeszcze dość odległa, ale psychicznie możecie się już szykować, a to przecież też jest ważne. Czekanie na coś naprawdę przyjemnego ma w sobie sporo uroku. Słyszałam gdzieś kiedyś, że przykładowe odliczanie dni w kalendarzu do upragnionego urlopu to dla niektórych niezbędny element planowania wakacji. Bez tego ani rusz. Więc żeby było równie ekscytująco zaczynamy wielkie odliczanie do naszego Szmatrixa.

do góry | kontakt | RSS | newsletter | projekt i wykonanie: kate_mac
Partnerzy Lula Swap Show
Liczniki internetowe